Gdy chodziło o Veclaim, siedziałam, cicho.
Byłam w szoku, że ktoś tak znany, jak Jessica Mercedes, mający tylu obserwatorów i naśladowców, pozwolił sobie na taki przekręt. Siedziałam jednak cicho, bo ani Jess ani jej marka nigdy mnie specjalnie nie interesowały.
Ale Local Heroes??? Serio? Pamiętam jak się cieszyłam, jak ich koszulkę założył Bieber,
nie żebym go lubiła, ale dlatego, że o dziewczynach z Polski dowiedział się świat! Śledziłam ich losy i kibicowałam od początku, były moim wzorem. Pokazały, że można, że mało wtedy znana firma z Polski może odnieść światowy sukces, że wystarczy pomysł, ciężka praca i trochę szczęścia... A tu takie oszustwo! Ale bardziej niż ten przekręt, zszokowały mnie ich tłumaczące komentarze na profilu LH na Instagramie! Pisownia oryginalna: "produkt o którym mowa, w pierwszej fazie, nie był produktem sprzedażowym, jednak ze względu na prośby klientów, podjęliśmy decyzje na wprowadzenie resztki towaru do sprzedaży, również po to aby nie decydować się na utylizacje. W obecnej sytuacji chcemy przeprosić wszystkich klientów, którzy dokonali zakupy i nie zostali odpowiednio doinformowani. W związku z tym, jeżeli którykolwiek z klientów, który dokonał zakupy bluzy „Are you really ok?” Zdecyduje się na oddanie bluzy z powodu zaistniałej sytuacji, zostanie mu zwrócony pełen koszt poniesiony w ramach realizacji tej transakcji". Czyli w skrócie- ubrania były odpadem, ale nie chciały ich wyrzucać, więc je sprzedały, a my konsumenci, powinniśmy dziękować i nasza planeta również, że LH nie oddało tych fantastycznych projektów do utylizacji! Tylko szkoda, że sprzedały te produkty w cenie regularnej, niemałej z resztą, bez żadnej informacji, że to jakiś gorszy sort! I czy gdyby się ktoś nie zorientował, to sprawa w ogóle ujrzałaby światło dzienne? Poza tym, obserwatorzy zaczęli masowo sprawdzać swoje ciuchy i okazało się, że to nie jeden przypadek bluzy "Are you really ok", metki wycinane były również w innych produktach. Pod płaszczykiem ochrony środowiska, mamy do czynienia ze zwykłym oszustwem! I to really, nie jest ok.
Jest też sprawa marki Wishbone fine jewellery ,
która miała tworzyć biżuterię w Polsce, a okazało się, że kilka projektów (pytanie czy nie więcej, a może wszystkie?) dostępnych na ich stronie, można kupić na Aliexpress, za kilka złotych! I nagle w komentarzach na Instagramie możemy poczytać o innych firmach, instagramowych butikach, których ciuchy reklamowały znane influencerki, rozdawały rabaty, organizowały konkursy, a rzeczy te można kupić na chińskiej platformie za dużo niższą cenę. I o ile nie ma informacji, że wyprodukowano w Polsce, to nie ma w tym nic złego, problem jest wtedy jak zachwala się jakość tkanin, wykonanie czy namawia do wsparcia rodzimego biznesu.
Jak otwierałam Loca Wear,
to słyszałam od kilku osób- dlaczego nie sprzedajesz ciuchów z Aliexpress ze swoją metką, wszyscy tak teraz robią. Właśnie dlatego. I nie wszyscy. Wiem, że pewnie większą popularnością cieszyłyby się chińskie szmatki, ale to nie byłoby w zgodzie ze mną. Mama mi zawsze mówiła, że nie wolno kłamać, bo, prędzej czy później to wyjdzie na jaw i jak widać wyszło, po kilku latach nawet, ale wyszło, a odbudować zaufanie klientów będzie ciężko. Przykre jest to, że duże firmy wykorzystują popularność, znajomości i zaufanie i zarabiając już sporo, chcą jeszcze więcej, uciekając się do takich metod.
Przykre jest też, że ta "afera metkowa" obnażyła wartość modowego światka.
Czy raczej brak wartości. Okazało się, że aby zaistnieć na rynku, podstawa to znajomości najlepiej w modowych magazynach, Vogue czy Elle. Znajomości te sprawiły, że nikt nie podważył wcześniej wiarygodności Veclaim, przeciwnie, marka otrzymała w polskim Vogue aż dziewięć publikacji w ciągu ostatniego roku, jak naliczyła Karolina Domaradzka, której profil z resztą gorąco polecam. Dziewięć! Wynik nieosiągalny do tej pory dla żadnej innej marki. Dlaczego? Bo Jess przyjaźni się z szefową działu mody polskiego Vogue. Czyli, że jak nie masz znajomości, dużej kasy na start, nie kupujesz obserwatorów, nie kombinujesz - nie masz szans. Małe, nieznane firmy ciągle mierzą się z pytaniami- czemu tak drogo, muszą tłumaczyć wartość ręcznej pracy, dobrej jakości tkanin, kosztów zatrudnienia... Duże marki sprzedają się same, wystarczy, że znana twarz napisze coś miłego, dodając zdjęcie, najlepiej ubrana w ciuch marki, o której wspomina. I tak można sprzedać nawet gówno w sreberku jako czekoladki. Czyli na przykład koszulkę Fruit of the Loom wartą 8 zł, za 200- 300 zł! Nikt nie pyta czemu tak drogo, nie sprawdza jakości? Przecież takich marek się nie sprawdza, płacisz za jakość, metkę. Jak się okazuje, nie za tą metkę płacisz, którą kupujesz. Ale Jessika tłumaczy, że współpracują z FOTL od dawna i dostarczają oni marce Veclaim dobrej jakości tkaniny, które potem przechodzą u nich vintage reneval. Co za bełkot! Dlaczego nigdzie na stronie marki nie było wcześniej o tym wspomniane? A metki FOLT wycinane? Może dlatego, że za koszulki FOLT nikt by nie zapłacił 200 zł, nawet po vintage reneval u Jessiki!
Klienci chcąc wspierać polskie marki, teraz dwa razy się zastanowią, zanim komuś zaufają i zrobią zakupy. Ale może właśnie docenią tych mniejszych twórców, za ich pracę i transparentność.
Dobrze że szambo wylało, ludziom otworzyły się oczy, a kto ma czyste sumienie, ten śpi spokojnie, chociaż bez milionów na koncie.
Gdy zaczęłam w zeszłym roku przerabiać ubrania,
szukać fajnych ciuchów z drugiej ręki i przy okazji zrobiłam przegląd swojej szafy, też przejrzałam na oczy. Zorientowałam się, ile mam rzeczy, w których nie chodzę, ile kiepskiej jakości, kupionych pod wpływem impulsu. I byłam pod wrażeniem ile niepowtarzalnych, używanych rzeczy można kupić, w świetnym stanie, przerobić albo nie i dać im drugie życie. Później przy okazji zakładania konta @loca_wear na Instagramie, znalazłam mnóstwo ciekawych profili z Polski i nie tylko, osób, które robią cuda, rękodzielników, z różnych dziedzin.
Oczywiście kupię pewnie nie raz jeszcze coś nowego, ale nie w takiej ilości i zastanowię się wcześniej dwa razy. W sklepie Loca Wear poza ubraniami stworzonymi na bazie tkanin z drugiego obiegu, są też gotowe produkty, z dobrej jakości bawełny, a bluzy z organicznej bawełny i recyklingu. Zapraszam na zakupy, jak macie pytania, to chętnie odpowiem. Ta afera metkowa, uświadomiła mi jeszcze, że... nie mam metek😆 W kurtkach zostawiałam oryginalne metki, jeśli były, a od teraz, obok, będą też moje- oczywiście różowe!💜
Jeśli chcecie poczytać więcej w tym temacie i być na bieżąco, to polecam wspomniane już konto na Ig Karoliny Domaradzkiej- kopalnia wiedzy o modzie i życiu oraz chłopaków z Vogule Poland.
Trzymajcie się i kupujcie świadomie! ❤️😘